Urlop, urlop… i po urlopie. Tym razem jednak pogoda wyjątkowo dopisała :-)
Któregoś wieczoru szukając na aparacie konkretnego zdjęcia przewijałem dość szybko całą ich masę. Niektóre sekwencje zaczęły wyglądać ciekawie, co nasunęło mi pomysł aby utworzyć filmik ze wszystkich zdjęć – bez przebierania, bez obróbki… po prostu eksport wszystkiego. Oto rezultat:
Animacja składa się z 1845 zdjęć po 0.1 s na zdjęcie. Nie robiłem tego typu animacji wcześniej i plan była taki, że wszystko złożę w iMovie – niestety najmniejszy czas wyświetlania klatki to 1s. Przydał się więc eksport pokazu slajdów do pliku wideo w Lightroomie 3. Kolejny kłopot był taki, że wyeksportowany plik nie jest kompatybilny z iMovie . Potrzebna była dodatkowa konwersja. Użyłem darmowego programu: Any Video Converter. Potem poszło gładko: import do iMovie, dodanie napisów i muzyki i gotowe.
Myślę sobie pewnego razu: „przydałby się Tripod Mount Ring do mojego 70-200…”. Patrzę na ceny sklepowe – 550zł to delikatnie mówiąc PRZESADA (@$&#%@##$!!!). No to idziemy na eBay a tam chińskie zamienniki za 10$ z przesyłką gratis. Majątek to to nie jest więc decyzja była szybka. Po tygodniu przesyłkę miałem już u siebie. Nawet przez głowę mi nie przeleciało, że zamiennik może być PLASTIKOWY.
Z czym to się wiąże? Proponuję obejrzeć poniższy filmik:
Ja to się chyba nigdy nie nauczę…
PS. …ale i tak 550zł za kawałek metalu z gwintem i zawiasikiem nie dam!!!
Tak się złożyło, że zebraliśmy się ze znajomymi i w jednym pokoju znalazły się: Canon 5D, Canon 5D Mark II, Canon 7D, Canon G11 i Canon S90 (normalnie sami kanoniarze ;-)) oraz ColorChecker. Głównym celem było oczywiście wyprofilowanie wszystkiego co robi zdjęcia, ale przy okazji zrobiłem mały test porównawczy.
Profile ACR były wykonane za pomocą programu DNG Profile Editor jako dwu-tablicowe tzn. osobne pomiary dla światła dziennego (przy ISO 100) i osobne dla światła sztucznego (przy ISO 800). Ilustracje przedstawiają porównanie wyników profilowania z różnych aparatów. Pliki wywołane w Lightroomie gdzie ustawiany był jedynie balans bieli oraz odpowiedni profil ACR.
Po tym całym eksperymencie nasunęły mi się 3 wnioski:
- profilowanie ACR po prostu działa – kolorystyka jest niemal identyczna
- wyciągnięcie prawidłowej kolorystyki dla wysokich ISO jest okupione mocnym pogorszeniem jakości obrazu co szczególnie było widoczne dla kompaktów G11 i S90… niestety, jak widać kłaniają się ograniczenia technologiczne
- chyba zostało coś poprawione w algorytmach demozaikujących (albo coś innego) bo w stosunku do poprzednio opisanego profilowania jest znaczna poprawa w mocno nasyconych partiach koloru czerwonego.
Wniosek ostateczny: profilowanie nie rozwiązuje wszystkich problemów ale oszczędza czas… duuużo czasu… przynajmniej u mnie :-)
Niedawno miałem okazję zrealizować sesję fotograficzną Cezara (lidera Christ Agony) z Demonem – nowym modelem gitary z Ran Guitars.
Dla zainteresowanych schemat ustawienia świateł.
Zima trzyma jak cholera a mnie naszło na małe przekopanie archiwum… analogowego. Zdjęcia zrobione dokładnie 10 lat temu:
Aż łezka się w oku kręci na wspomnienie tamtych – przecież nie tak odległych – czasów. Jakże inaczej się wtedy fotografowało, jak inne było tempo: analogowy sprzęt, dobry diapozytyw, nieodłączny filtr polaryzacyjny… naświetlona rolka wędrowała do labu. Po tygodniu można było odebrać gotowy materiał, zaramkować slajdy i przy piwku cieszyć się wraz ze znajomymi z doskonałej jakości obrazów wyświetlonych na ścianie ANALOGOWYM „slajdolotem”… echhhh ;-)
To już chyba stało się tradycją, że Sylwestra spędzam w domu a, że mam widokowo dobrą lokalizację to jest to doskonała okazja do zrobienia kilku zdjęć noworocznych fajerwerków (zdjecia sztucznych ogni z zeszłego roku). Tym razem impreza przeniesiona została spod Ratusza pod „Szubienice” a w oknie miałem 2 korpusy: jeden robił zdjęcia a drugi kręcił film.
Proszę o wyrozumiałość – to jeden z pierwszych filmów jakie w życiu nakręciłem (a tak właściwie to sam się nakręcił) ;-)
16.09.2009 o godzinie 16:30 przyszedł na świat Bartek :-) Emocje trochę opadły i wreszcie znalazłem chwilę na pokazanie go światu.
Pierwszy miesiąc życia Bartka zaczął się od skurczów mamy – co widać na KTG. Potem – pomijając fotki ocenzurowane ze względu na drastyczność scen ;-) – pierwsza noc w szpitalu, pierwszy ojcowski uścisk, badanie słuchu i inne egzorcyzmy… z punktacją 10/10 do domu. Młody rośnie jak na drożdżach, stroi miny, z bratem dogadał się momentalnie, a w tej chwili leży w kołysce i za cholerę nie chce spać :-)
Czyż nie jest najsłodszym maleństwem na świecie? ;-)









































